Biorąc w rękę pędzel jestem zawsze zagrożona epidemią i czasami ulegam ;)
Tym razem zaczęło się od starej szafki z ciemnego drewna,którą uratowałam przed likwidacją i przygarnęłam do mojej pracowni.A jak że wciąż jestem na fali morskiej, zwyciężył tym razem niebieskawy turkus i lekkie rozbielenie...
no i popłynęłam....następne w kolejce,stare biurko,zagrożone likwidacją już od dawna. Najpierw było a la drewno,potem czerwone,tym razem biała,turkus i drewniana płyta z góry...największa frajda była z pomysłem na uchwyty ;)
 |
| sprezentowane serduszko od mojej imienniczki,pozwoliłam sobie ciut domalować ;) |
|
|
i parę drobnych zmian, przy okazji kilka okruchów mojej pracowni ...
 |
| dwoje zakochanych autorstwa mojego ulubionego meksykańskiego artysty Gabriela Pacheco |
 |
| szklane cuda...potrafią wrócić do dzieciństwa ;) |
 |
| różności biurkowe... |
 |
| talerze malowane przez mojego dziadka :) |
i na deser mała innowacja telefonu
oraz malowane drewniane pudełeczko
 |
| ptaszyna gotowa do wyjścia ;) |
|
|
Przeróbki super udane. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńdziękuję Kasiu,pozdrowienia ;)
OdpowiedzUsuń